INFORMACJE O BLOGU

Volenti Non Fit Iniuria

Manifesty użytkownika tts0 przeczytało już 108841 czytelników!
Łącznie swój komentarz zostawiło 386 z nich.

OSTATNIE PUBLIKACJE

WSTĘP

Długo zastanawiałem się, jak podejść do opisania tej przygody, aby jej rozpiętość w FM-owej czasoprzestrzeni oraz brak stosownej dokumentacji owej rozpiętości nie wpłynęły negatywnie na odbiór całej historii, wszak samemu zapomniałem już co najmniej połowę mniej lub bardziej kluczowych wydarzeń, a druga połowa – którą jeszcze jestem w stanie przywołać w pamięci – prawdopodobnie niczego nie powie potencjalnemu Czytelnikowi bez znajomości kontekstu lub zwyczajnie nie posunie narracji w pożądanym kierunku. Na szczęście, w tym konkretnym przypadku od ewentualnych sukcesów i porażek, poszczególnych zawodników, kwot transferowych, ustawień taktycznych etc. ważniejsza jest sama koncepcja przyświecająca tej karierze, dlatego też postaram się ją przedstawić głównie z czysto technicznego punktu widzenia, wplatając gdzieniegdzie „improwizowane” smaczki ze świata gry.

TEORIA

Ci z Was, którzy wystarczająco długo męczą się na tym ziemskim padole, zapewne dostrzegli tendencję, iż wraz z upływem czasu człowiek dystansuje się od wielu spraw, nabiera perspektywy. I tak jak na początku liczy się tylko bieganie za piłką – niczym nieskrępowane, radosne, będące swoistą sztuką dla sztuki, tak z czasem przychodzi fascynacja zagadnieniami taktycznymi, nadającym tej bezładnej bieganinie sztywne ramy prowadzące ku zwycięstwu. Aż wreszcie wyłania się obraz pełniejszy, na którym perspektywa następnego meczu jest ledwie jednym pociągnięciem pędzla w panoramicznej strukturze klubu.

Właśnie tak zostałem FM-owym dyrektorem sportowym.

Drugą kwestią, inspirującą mnie do porzucenia ławki trenerskiej na rzecz dyrektorskiego stołka, była chęć nadania nutki nieprzewidywalności do tej jakże nierównej walki między sztuczną inteligencją i umysłem gracza. Nie jest bowiem tajemnicą, że nawet średnio rozgarnięta osoba musi w końcu pokonać ograniczoność algorytmów, krępującą silnik gry, dlatego wielu z nas nakłada na menadżerskie alter-ego żelazne kajdany mające studzić zapędy do szybkiego i łatwego zaprowadzenia swoich porządków w FM-owym świecie.
Postawiłem więc na ekstremum samoograniczeń, rezygnując ze wszystkich obowiązków, które mogłem - w ten czy inny sposób - przekazać sztucznej inteligencji bez zatarcia sensu samej rozgrywki. Na moich barkach spoczywała jedynie odpowiedzialność za transfery, scouting i sztab szkoleniowy.

Właśnie tak zostałem FM-owym dyrektorem sportowym.

Wraz z moim awansem na ciepłą posadkę, z dala od trenerskiej tablicy również mój asystent zaliczył skok w klubowej hierarchii, stając się nieformalnym menadżerem pierwszego zespołu, odpowiadającym za media, szatnię, trening, ustalanie składu, taktykę i – rzecz jasna – prowadzenie meczów.

Wbrew powszechnej opinii, panującej wśród działaczy, którzy swoimi nowatorskimi ideami nie tylko prowadzą nasz futbol ku chwale, ale i pozwalają doszlusować do najlepszych reszcie peletonu z wszelakich Azerbejdżanów, Kazachstanów czy Luksemburgów, budowa zwycięskiego zespołu nie trwa 30 sekund potrzebnych na złożenie podpisu pod kontraktem przez trenera-praktykanta(9-tego w ciągu pół roku); nie trwa też jedno okienko transferowe, w czasie którego wagony szrotu ze wszystkich stron świata zjeżdżają do klubu za łatwym pieniądzem. Taki proces trwa co najmniej 5 sezonów, i to pod warunkiem, że mamy na ten cel odpowiednie środki, a każda nasza decyzja „trafia w dziesiątkę”.

Jak wiadomo, nawet w idealnym świecie, usłanym petrodolarami, nierzadko trzeba czekać dłużej, to co dopiero w szarej rzeczywistości, gdzie zanim jeszcze rozpocznie się budowę, konieczne jest zgromadzenie pieniędzy na „działkę i materiały”?

Generalnie cały ten cykl, będący jednocześnie cyklem życia „produktu”, jakim jest dyrektor sportowy, wygląda mniej więcej tak:

1. Faza pierwsza – gromadzenie środków.
Na tym etapie sprzedajemy wszystko, co się rusza i potrafi w miarę prosto kopnąć piłkę. Jeśli już sprowadzamy jakiegoś zawodnika do klubu, to tylko po to, żeby za chwilę oddać go z zyskiem jakiemuś naiwniakowi. Nie ma co bawić się w sentymenty, bo nawet najlepszy piłkarz na świecie niczego nie zdziała bez dobrej drużyny, której przecież nie mamy.

2. Faza druga – kładzenie fundamentów.
Jeśli w końcu dojdziemy do momentu, w którym na klubowym koncie znajduje się wystarczająca ilość gotówki, by skupić się na wydawaniu, powinniśmy inwestować logicznie, zaczynając budowę od fundamentów, jakimi są młodzi gracze. Nie ma bowiem sensu ładować się w tych o uznanej już marce; raz, że najczęściej swoje kosztują, więc zbyt wielu ich nie kupimy, a dwa – ich blask szybko przygaśnie, a wraz z nim nasze szanse na zwycięstwo.

3. Faza trzecia – dojrzewanie/dozgrywanie drużyny.
Przy odrobinie szczęścia w około 3 sezony powinniśmy stworzyć podwaliny, na których już za chwilę zbudujemy przyszłe sukcesy klubu. Jednak znowu nie przyjdzie to łatwo, a kluczowym czynnikiem będzie czas na rozwinięcie i zgranie młodego zespołu; czas obfitujący w „dawanie drugich szans”, ale i w wymianę wyraźnie niepasujących ogniw, które teraz można zastąpić bardziej doświadczonymi i uznanymi graczami.

4. Faza czwarta – delikatne poprawki i zbieranie plonów.
Jeśli na poprzednich etapach udało nam się dostatecznie dobrze wykonać swoją pracę, prawdopodobnie będziemy mieli pod swoimi skrzydłami ekipę, która przez następne 5-10 lat będzie walczyła o najwyższe cele. Oczywiście nie należy zapominać o ciągłym jej ulepszaniu przy każdej możliwej okazji, choć to stanie się coraz trudniejsze i bardziej kosztowne.

Rzecz jasna nawet perfekcyjne przebrnięcie przez wszystkie fazy budowy drużyny nie zagwarantuje trofeów, wszak zawsze ktoś inny mógł mieć ku temu jeszcze lepsze warunki, więcej szczęścia etc., jednak żeby w ogóle ocenić pracę dyrektora sportowego, trzeba dać mu możliwość „zrobienia” swojej roboty.

PRAKTYKA

Faza pierwsza.

Niestety, w nieśmierdzącej groszem Walencji nie miałem komfortu pominięcia fazy pierwszej, dlatego jakiekolwiek marzenia o dekorujących pierś medalach trzeba było odłożyć w czasie i zabrać się ostro do robienia hajsu. Nie mogłem jednak po prostu odpuścić i błąkając się w okolicy strefy spadkowej spokojnie liczyć pieniądze z kolejnych transferów. Raz, że działacze i kibice „Nietoperzy”, zaślepieni gasnącym blaskiem dawnej chwały, nie chcieli dopuścić do siebie myśli, jakoby Walencja była klubem ledwie przeciętnym, a dwa – po prostu nie dało się zbić fortuny na graczach, którzy tę przeciętność firmowali swoim nazwiskiem. Byliśmy więc „skazani” na coroczną walkę o puchary, nie mając ku temu zbyt wielu argumentów.

Dlatego musiałem się odwołać do filozofii „Moneyball”, stawiając na graczy niechcianych, niedocenianych, pozornie słabych, jednak dających odpowiednią jakość, którą dostrzec można było jedynie po zagłębieniu się w ich statystyki.



W tym celu stworzyłem odpowiednie „panele widoku”, w których umieściłem wszystkie interesujące mnie statystyki, a następnie co jakiś czas(mniej więcej 3 miesiące w grze) filtrowałem dane w poszukiwaniu gości, mogących za pół darmo zapewnić drużynie odpowiedni poziom.

Te same statystyki były – rzecz jasna – również świetnym narzędziem do ewaluacji własnych zawodników.



Co ciekawe, to podejście – przez wielu uważane za maszynkę do robienia pieniędzy – prawie nigdy bezpośrednio nie pozwoliło mi na zarobienie tychże. Pierwszy solidny hajs(57 milionów €uro) otrzymałem za Florentina Comana, kupionego za 15,5 „bańki”, którego nie wynalazła żadna „Moneyball”, tylko scouci. I tak było chyba za każdym kolejnym razem.
Jeśli ktoś jest tym zdziwiony, to nie ma pojęcia o „Moneyball”, u której podstaw nie leży zarabianie, a budowa jak najlepszej drużyny przy jak najniższych kosztach. I tę rolę znakomicie w Walencji spełniła, a o takich graczach jak niedoceniani Durm, Donsah, Grujic, Wilson; jak skreśleni „emeryci” Felaini, Zapata, Giroud, Sturridge nie zapomnę długo. Ci, których nazwiska gdzieś mi uciekły, też dawali radę w czołówce La Liga, grając często za jakieś śmieszne 500 tys. €uro rocznie.

Równie ważnym aspektem co rekrutacja zawodników jest rekrutacja menedżera pierwszego zespołu(a w tym przypadku formalnie asystenta), który oprócz posiadania przymiotów oczywistych, jak dobra ocena umiejętności i potencjału zawodników, kierowanie zespołem, motywowanie, kontakty z mediami, czy wiedza taktyczna, musi pasować do aktualnej filozofii klubu(np. nie zatrudniamy gościa, którego styl gry wymaga wielkich gwiazd, jeśli tychże nie mamy).

I tutaj właśnie warto się skupić na tymże stylu gry, i powiedzieć sobie kilka słów o ustawieniach taktycznych i ich wpływie na kształt zespołu. Przykładowo – przy bardzo dziś popularnej 4-2-3-1 absolutnie kluczową pozycją jest „dziesiątka” i jeśli nie masz tam gracza naprawdę wielkiego formatu, to nie masz czego szukać; z kolei przy 4-3-3 raczej polegniesz bez wysokiej klasy kompletnego napastnika i potrafiących się włączyć do ataku bocznych obrońców. Oznacza to – nie mniej, nie więcej – że zatrudnianie menedżerów grających w ten sposób pociągnie za sobą duże wydatki na zawodników. Bo niby ile jest na świecie solidnych „dziesiątek”, czy kompletnych napastników do wyjęcia za bezcen?

Dlatego w „trybie oszczędnościowym” trzeba postawić na filozofię „Moneyball” również przy wyborze stylu gry, tj. wybrać taki, który jak najmniejszym kosztem pozwoli uzyskać jak najlepsze wyniki. Tutaj bezsprzecznie wyścig wygrywa stare, poczciwe 4-4-2, które nie wymaga od zawodników niczego oprócz podstawowych umiejętności(obrońcy mają bronić, pomocnicy walczyć, skrzydłowi – oskrzydlać, a napastnicy – strzelać bramki). W końcu nie bez przyczyny to ustawienie było(i chyba nadal jest) najpopularniejsze w futbolu licząc wszystkie szczeble rozgrywkowe. Jakby tego było mało, akurat w FM-ie pozwala ono na osiąganie z przeciętną kadrą wyników ponad stan(ważne: w przypadku „zbyt dobrych” zawodników efekt jest najczęściej odwrotny). Czyli jesteśmy w domu.



Wybór padł więc na Brazylijczyka, Zinho. Prawdopodobnie jego nazwisko niczego nie mówi europejskim kibicom, ale w ojczyźnie jest to prawdziwy „ktoś”, który w życiu nie jedno wygrał(m.in. MŚ ’94). Jego kariera trenerska może nie jest już tak imponująca, jak ta boiskowa, ale na pierwszy rzut oka gość miał wszystko, żeby sprawdzić się w obecnej Walencji. Po pierwsze – dobre atrybuty bazowe; po drugie – preferuje dość elastyczne 4-4-2, co idealnie wpisywało się w naszą filozofię; po trzecie – był lepszym piłkarzem niż wszyscy obecni gracze „Nietoperzy” razem wzięci.

Do końca o stanowisko nieformalnego menedżera pierwszego zespołu walczyli też Ryan Giggs i Roy Keane, czyli legendy mojego ulubionego klubu. Ten pierwszy okazał się jednak zbyt zachowawczy, a ten drugi – zbyt prymitywny(jakież zaskoczenie!).

Zinho przetrwał na stołku nieco ponad 3,5 roku. Oczywiście niczego nie wygrał, ale doskonale wypełnił swoją rolę, zajmując z tym składem węgla i papy kolejno 4, 6 i 5 miejsce. Co ciekawe, w tym samym czasie moje dyrektorskie alter-ego zostało zwolnione… 3 razy! Dzisiaj już wiem, że do zabawy w FM-owego dyrektora sportowego potrzebny jest In-game editor, a konkretnie opcja uniemożliwiająca zwolnienie(choć nie tylko), bo zawsze może wydarzyć się coś niespodziewanego, ale, kurwa, czego oni oczekiwali? Że wygramy Ligę Mistrzów z budżetem transferowym milion €urosów rocznie? Parodia.

Tym niemniej, przyszedł i czas na Brazylijczyka. Po trzecim zwolnieniu mojego alter-ego postanowiłem przyjrzeć się jego pracy nieco głębiej, bo choć zawsze dotychczas bronił go wynik końcowy, zespół miewał przestoje, w czasie których brakowało tego „czegoś”; zawodnicy grali bojaźliwie, zachowawczo, sprawiali wrażenie stłamszonych, i gdyby tylko pozwolić na odrobinę szaleństwa, wiele przegranych meczów mogliśmy wygrać. A że nie wygrywaliśmy już od blisko 2 miesięcy, to nie miałem prawa liczyć na kolejny filmowy happyend pod wodzą tego treneiro.

24 marca 2021 roku na ławce trenerskiej Walencji zasiadł nowy, nieformalny menedżer pierwszego zespołu(de facto asystent), Mark Zimmermann, dotychczas pracujący w niemieckim III ligowcu, Carl Zeiss Jena. Już dzień później poprowadził drużynę do sromotnej klęski w 1/16 LE przeciwko Arsenalowi, by za chwilkę oddać bez walki wyjazdowy pojedynek z bezpośrednim rywalem ligowym z San Sebastian.

No, a potem zaliczył bilans 10-2-0, ładując każdemu przegrańcowi minimum 2 bramki(!), co pozwoliło nam skończyć ten niemal przegrany sezon na 5 miejscu. Więc jednak wnioski co do pracy poprzednika okazały się słuszne, a powierzenie drużyny bardziej odważnemu menedżerowi(nastawienie – ryzykowne, styl gry – bezpośredni) wyzwoliło w tych zawodnikach piłkarskie potwory.

Kolejne sezony to kontynuacja dobrej pracy Niemca. Najpierw minimalna przegrana w walce o LM(5 miejsce), potem najniższy stopień podium i porażka po karnych w finale LE z naszpikowanym gwiazdami Manchesterem City(byliśmy lepsi – jak to zwykle bywa w FMie). Aż w końcu piękny sen o krajowym dublecie przerwany… brakiem In-game editora.
29 stycznia 2024 roku nasz wspaniały, nieformalny menedżer pierwszego zespołu(de facto asystent), Mark Zimmermann, ODCHODZI do II ligowego Deportivo, by pełnić rolę faktycznego menedżera pierwszego zespołu drużyny z La Corunii. Bez edytora nie mogłem nic zrobić, i wkurwiło mnie to jeszcze bardziej, bo właśnie po raz pierwszy zainwestowałem większe pieniądze(ok. 50 milionów €uro) w dwie perełki, które niedługo później stały się jednymi z lepszych zawodników na swoich pozycjach.

Oczywiście od razu postanowiłem załatać dziurę po Niemcu gościem o takim samym profilu taktycznym, jednak brakowało tej „chemii”, drużyna nieco osiadła, przez co na finiszu sezonu wyprzedził nas Real Madryt. Na osłodę do gabloty wpadł Puchar Króla – trofeum, którego nikt nie traktuje poważnie.
 
Kilka następnych lat to nostalgia i próba znalezienia drugiego Zimmermanna – z perspektywy czasu zupełnie niepotrzebna i absurdalna, bo Rudy Mater, któraś już z kolei „reinkarnacja” niemieckiego menedżera, poradził sobie znakomicie(jeśli tak to można nazwać), dwa razy z rzędu przegrywając walkę o mistrzostwo w ostatniej kolejce; za drugim razem po cudzie w Barcelonie, gdzie miejscowi w doliczonym czasie gry meczu z Almerią(92 i 93 minuta) wyciągnęli wynik z 1:2 na 3:2 i tym samym wyprzedzili nas o jeden punkt.

Pamiętam, że wtedy byłem wściekły; ciągle myślałem, „Zimmermann by to wygrał”, ale dzisiaj przyznaję – Rudy Materze, wykonałeś z tym zespołem WSPANIAŁĄ robotę! Przecież tam nie było pół piłkarza, a ty dwa razy stałeś o krok od mistrzostwa La Liga. Na pamiątkę screen z profilem Francuza.



No właśnie, a dlaczego nie było w tym czasie w klubie nawet pół piłkarza? A bo podczas tych dwóch vice-mistrzowskich kampanii rywale z całego świata wykradli nam czterech absolutnie kluczowych zawodników(w tym dwie wspomniane wcześniej perełki) za łączną kwotę prawie 500 milionów €uro!

I tak późną wiosną 2027 roku zakończył się pierwszy etap budowy drużyny.

Faza druga.

Wróćmy na chwilę do rozważań taktycznych. Jak już wcześniej pisałem, formacja 4-4-2 pozwala wycisnąć z przeciętniaków „150 procent”(na co poprzednie sezony dostarczyły wystarczających dowodów), jednak z racji swojej prostoty nazbyt ogranicza zawodników o nieco wyższych umiejętnościach. Również sama jej konstrukcja nie sprawdza się na tym najwyższym poziomie; dwójka środkowych pomocników zwyczajnie nie ma szans przeciwko topowemu rywalowi, grającemu w tej strefie trójką. Oczywiście, to nie oznacza, że nie będzie pojedynczych meczów, czy nawet dwumeczów, w których z takim przeciwnikiem wygramy, jednak tryumf w Lidze Mistrzów wymaga czterech takich zwycięstw z rzędu. Nierealne.

Decydując się na zmianę stylu gry musimy – rzecz jasna – brać pod uwagę, jakich zawodników już w kadrze mamy i jakich planujemy ewentualnie sprowadzić, lecz w przypadku FM-a(szczególnie w późniejszym stadium kariery) możemy posilić się – jak to nazywam – tendencjami świata gry. Podobno silnik Football Managera potrafi wyłapywać trendy panujące w danym uniwersum(np. czy wygenerowało/wygeneruje się wielu znakomitych kompletnych napastników) i dostosowywać do nich preferencje menedżerów. A zatem, ci trenerzy, którzy odnoszą w świecie gry wymierne sukcesy, muszą mieć jakiś punkt wspólny z panującymi tam tendencjami. Warto więc przyjrzeć się, jak grały/grają najsilniejsze ekipy.

Tak też zrobiłem, co pchnęło mnie do postawienia na formację 4-2-3-1, w której absolutnie kluczową pozycją jest „dziesiątka”. To wiązało się z pożegnaniem niedocenianego, ale i nieocenionego Rudiego Matera, którego na stanowisku nieformalnego menedżera pierwszego zespołu(de facto asystenta) zastąpił Pedro Tiba; gość grający obecnie w Lechu Poznań. Na nieszczęście, w tym uniwersum Portugalczyk nie miał okazji zawitać do naszego pięknego kraju, a więc i nie zgłębił tajników najwspanialszej myśli szkoleniowej – Polskiej Myśli Szkoleniowej.



Za ruchami w sztabie trenerskim poszły też ruchy na rynku transferowym, na którym miałem do wydania ponad pół miliarda €uro. Nie szalałem jednak z gwiazdami, wiedząc, że to dopiero początek drogi.

Jeśli ktoś miał obawy, że całkowita zmiana stylu gry i dość awanturnicza polityka transferowa mogą przynieść odwroty do zamierzonego skutek, to bardzo szybko mógł usiąść głęboko w fotelu i ze spokojem śledzić poczynania „Nietoperzy”. Przez pierwsze pół roku straciliśmy tylko 4 punkty w lidze(wyjazdowy remis z Realem i wyjazdowa porażka z Barceloną), nierzadko masakrując rywali różnicą 5-6 bramek. Nawet mocna Chelsea przyjęła „piątkę” na Stamford Bridge w fazie grupowej LM.

W drugiej części sezonu trybiki tej wspaniałej maszyny nieco się przytarły, a szybkie odpadnięcie z LM(1/8 finału z AS Monaco) na pewno nie pomogło wznieść się drużynie na wyżyny motywacji. To jednak wystarczyło do zgromadzenia 92 punktów i ZDOBYCIA MISTRZOSTWA La Liga! NARESZCIE!

Kolejny sezon był tylko potwierdzeniem, że jesteśmy na dobrej drodze. Drugie mistrzostwo z rzędu(90 punktów w La Liga), minimalna przegrana rezerwami w finale Copa del Rey i półfinał Ligi Mistrzów, w którym znowu lepsze okazało się AS Monaco. Na osłodę wpadł też Superpuchar… ale kogo to obchodzi?

Przygotowania do trzeciego sezonu pod rządami Pedro Tiby przebiegały – jak zwykle – pod znakiem stopniowej wymiany najsłabszych ogniw na te lepsze, gdy nagle w dniu moich urodzin(w świecie gry) znów zostaliśmy bezczelnie okradzeni! Szczęśliwie(jeśli można tak powiedzieć), tym razem nie chodziło o odejście naszego nieformalnego menedżera pierwszego zespołu, a o największą gwiazdę, napadziora Kevina Deschampsa. Jeśli miałbym go do kogoś porównać, to powiedziałbym – nieco lepszy Sergio Aguero. Gość, który w 4 lata strzelił dla nas 123 bramki i asystował przy niemal stu kolejnych, wyfrunął do Strasburga za rekordowe 189 milionów €uro(klauzula odejścia)!

I może nie byłoby w tym jakiejś wielkiej tragedii, jednak jedyny potencjalny następca wart uwagi(i żądanych pieniędzy) wybrał – a jakże – francuską Niceę. Zostaliśmy więc bez najlepszego zawodnika zespołu.

Tutaj warto zrobić dygresję w kierunku „wątku francuskiego”, gdzie kasa lała się strumieniami nie tylko w Paryżu i monakijskim Księstwie, ale i w Nicei i Strasburgu, co pozwoliło Ligue 1 dobić do II miejsca w rankingu europejskich ligowych rozgrywek, a samym drużynom okupować czołowe lokaty w rankingu klubów.

Wracając jednak do tego sezonu. Po utracie najjaśniejszej gwiazdy drużyny moja wiara w ugranie czegokolwiek mocno stopniała, więc już zimą wydałem ponad 300 „baniek”(pozdrawiam Psikutasa bez „s”) na lipcowe wzmocnienia. Tymczasem zespół ostatni raz przegrał w lidze 16 grudnia, odstawiając resztę stawki na blisko 30 oczek, dorzucił Puchar Króla, i absolutnie rozjebał fazę pucharową LM, pokonując w drodze do finału kolejno – RB Lipsk, PSG i Chelsea.

Czyżbym wyszedł na kompletnego kretyna?

Faza trzecia.

Niestety w wielkim finale znowu lepsze okazało się to cholerne AS Monaco… lepsze na tablicy wyników, bo na boisku to my mieliśmy z gry więcej(strzał w słupek i dwa razy w bramkarza sam na sam). Wystarczył jeden rzut rożny i festiwal naszej nieskuteczności.
A jednak z czysto fabularnego punktu widzenia ta porażka idealnie wpisuje się w kontekst. W raz z nią zakończyła się bowiem pewna epoka w klubie – epoka zaciskania pasa. „Moneyball” wiele razy była blisko, ale nigdy niczego (wielkiego) nie wygrała… i nie wygra, bo jak pokazuje życie – do zbudowania najlepszej drużyny potrzebujesz najlepszych zawodników.

I tak się jakoś hollywoodzko złożyło, że w podążaniu tą drogą(obraną jeszcze zimą) pomóc miał nam pewien multimiliarder z Malezji, który w ostatniej chwili przebił ofertę jakiegoś bieda-konsorcjum, chcącego położyć łapska na kodach do wypchanego sianem sejfu Valencji C.F.;kodach, których to sprzedaż miała być ostatnim wielkim skokiem Petera Lima na kasę – gościa, który przez te wszystkie lata nie dorzucił do klubu jebanej złotówki!
Po otrzymaniu zapewnienia od naszego nowego dobrodzieja, że jest on w stanie zasypać pieniędzmi nawet krater w Mirnym, wydałem w ostatnim dniu okienka kolejne 150 milionów €uro na czwartego już w naszych szeregach „Galactico”(środkowy obrońca, środkowy pomocnik, skrzydłowy, napastnik), co w normalnych warunkach skończyłoby się złamaniem zasad Finansowego Fair Play. A tak pan Właściciel po prostu wykonał przelew.

Jeśli ktoś naiwnie wierzy, że „pieniądze nie grają”, to jest w wielkim błędzie. Grają – lecz te mądrze wydawane. W całej lidze przegraliśmy tylko raz, w ostatniej kolejce(która oczywiście nie miała już żadnego znaczenia), co w połączeniu z naszymi poprzednimi wyczynami dało ponad półtora roku bez jakiejkolwiek porażki na tym froncie. Na pozostałych frontach jednak kompromitacja. Ledwie ¼ finału Copa del Rey i wpierdol 3:7 w półfinale LM – a jakże – z AS Monaco.

Zestawiając wyłącznie kwoty transferowe z osiągniętymi wynikami każdy miałby prawo być rozczarowany, jednak ja wiedziałem, że jesteśmy mocni i jeszcze ledwie kilka kroków przed nami w drodze na szczyt. Dlatego w kolejnym okienku dorzuciłem dwóch „Galacticos”(środkowy obrońca i środkowy pomocnik) za ok. 200 milionów €uro, by jeszcze usprawnić naszą maszynę. I co ważne, za zużyte, niepotrzebne części dostałem ok. 120 „baniek”. Skończyło się to podwójną koroną oraz spuszczeniem do kibla rekordu londyńskich „The Invicibles”. 38 meczów, 31 zwycięstw, 7 remisów, 0 porażek, 100 punktów i ledwie 10 straconych bramek. Ja pierdole!



Faza czwarta.

Mourinho wiecznie żywy.

I nie mam tu na myśli wyłącznie faktu, że nawet sezon bez porażki nie pozwolił pobić jego rekordu punktowego. Mam raczej na myśli końcówkę tych rozgrywek, w których znowu skompromitowaliśmy się w Lidze Mistrzów(tym razem ¼ finału przeciwko PSG) oraz konsekwencje tej kompromitacji.

Pamiętacie może sytuację z naszym pierwszym nieformalnym menedżerem pierwszego zespołu(de facto asystentem), Zinho? Na pierwszy rzut oka gość robił swoje, ale po głębszej analizie jego pracy uznałem, że są jeszcze w tym zespole rezerwy. Zastąpił go facet, który te rezerwy wyzwolił – i wszystko ruszyło z nieznanym dotąd impetem.
Prawie miliard €uro wydatków transferowych zakończony dwoma wpadkami w LM skłonił mnie do przeanalizowania pracy Pedro Tiby. Podejrzewam, że żadnemu normalnemu człowiekowi nawet by to do głowy nie przyszło. Gościu przez ponad 2,5 roku przegrał w topowej lidze tylko jeden(!) mecz. Co tu, do jasnej cholery, analizować?

Ale ja jestem NIENORMALNY. Więc obejrzałem raz jeszcze wszystkie nasze pojedynki z dwóch ostatnich faz pucharowych Champions League i dostrzegłem to – graliśmy zbyt nonszalancko, na hura, na wiwat; nikt nie myślał o obronie, przez co rywale kontrowali nas, jak chcieli. Czyli problem systemowy.

Wiece, że to zrobiłem, prawda? Zwolniłem trenera, którego nie zwolniłby absolutnie nikt na świecie.

I tak 19 maja 2032 roku, przy dobiegającym zewsząd pomruku niedowierzania, jeszcze bardziej zdziwionego Pedro Tibę zastępuje jego rodak, Rui Faria. Rui to prawa ręka Jose Mourinho; gościu, który podczas ich wspólnej pracy w różnych klubach podnosił niezliczoną liczbę trofeów. Co ważne, nie był tam wyłącznie od przynoszenia kawy i jeżdżenia po zagubioną w klubowych budynkach kosmetyczkę Bossa. Przez te wszystkie lata „przesiąkł” wizją futbolu The Special One, a kto jak kto – ale „Murarz” wie, jak wygrywać w europejskich pucharach.



Był to mój jedyny ruch kadrowy na nadchodzący sezon. Raz, że ciężko byłoby odpalić większą petardę, a dwa – byliśmy po prostu mocni. Na tym etapie miałem już całkowicie wywalone na rozgrywki krajowe(z kronikarskiego obowiązku – znowu dublet, 2 porażki w lidze, jedynym celem była upragniona Liga Mistrzów. Tymczasem w tejże wyszliśmy z grupy ledwie na II miejscu, co zasiało w mej głowie ziarnko wątpliwości i zwątpienia, czy aby na pewno pół roku wcześniej „sufit mi się nie spadł na łeb”?

Na to pytanie niech odpowiedzią będzie quasi-matematyczny bohomaz: RB Lipsk+Manchester United = 12:4. Absolutny gwałt na obu rywalach w dwóch pierwszych kolejkach fazy pucharowej. W półfinałach czekają już na nas 3 drużyny francuskie(oczywiście, że francuskie); trafiamy na tę najsłabszą – Strasburg – w której była gwiazda „Nietoperzy” kopie się po czole od czterech lat. W drugim półfinale pojedynek Goliata z Goliatem – PSG kontra AS Monaco.

Oczywiście finał oglądamy w telewizji, bo eliminuje nas gościu, którego kiedyś olałem, gdyż był za drogi jak na gracza nr 25. Jakby tego było mało, gwoździa do trumny wbija też nasza była superstar.

A słyszeliście tę anegdotę o właścicielu monopolowego, któremu urzędnicy kazali zamknąć sklep, bo był zbyt blisko szkoły? Właśnie podobną lawinę konsekwencji obowiązujących przepisów przeżyłem przed kolejnym sezonem. W zasadzie chciałem tylko wzmocnić boki obrony, bo nasi dotychczasowi zmiennicy odchodzili na „emeryturę”, ale uefowskie zasady odnośnie wychowanków i krajowe przepisy dot. graczy spoza UE spowodowały transferową reakcję łańcuchową, która kosztowała nas… pół miliarda €uro! Na szczęście, pan Właściciel tylko się uśmiechnął i zrobił kolejny przelew.

A zespół… no cóż, tu kończy się ta piękna historia; już nie w hollywoodzkim stylu, nie pokonujemy w końcu naszej „bestii negry” po dreszczowcu w finale. AS Monaco odpada wcześniej, w ½ finału z Manchesterem United. Pokonujemy więc pewnie 2:0 moją ukochaną drużynę, pieczętując zdobycie POCZWÓRNEJ KORONY! Nieco wcześniej, w fazie grupowej dokonujemy krwawej zemsty na Strasburgu(2x 4:0) i wysyłamy sukinsynów do domu. Dominacja absolutna.



PODSUMOWANIE

Zanim jeszcze przejdę do właściwego podsumowania tej wspaniałej przygody, winien Wam jestem kilka wyjaśnień. Po pierwsze – dlaczego w tytule stoi „The American Way”, skoro przez cały czas budowania tej ściany tekstu nie poświęciłem ani jednego słowa na nic związanego z którąkolwiek Ameryką? Otóż, chodzi o samo stanowisko dyrektora sportowego, które nawet jeśli przez Amerykanów wymyślone nie zostało, to w zasadzie przyjęło się od razu jako jedyny obowiązujący model zarządzania zespołem. Przez ponad 100 lat historii amerykańskiego sportu to właśnie General Manager jest na medialnym świeczniku, to właśnie jego w głównej mierze rozlicza się z wyników drużyny. Często kibice danego sportu nawet nie wiedzą, kto jest Head Coachem(trenerem pierwszego zespołu) poszczególnych ekip, za to GM-ów znają wszyscy. W Europie jest oczywiście odwrotnie(tutaj nawet są tacy, co nigdy o stanowisku dyrektora sportowego nie słyszeli), stąd „The American Way”.  

Tytuł jest również nawiązaniem do serii gier studia OOTP Developement, traktujących o amerykańskich sportach(OOTP Baseball, Franchise Hockey Manager), które dają graczowi możliwość prowadzenia zespołu jako General Manager. Dzięki obcowaniu z tymi produkcjami nabrałem zupełnie nowego spojrzenia na poruszanie się po wirtualnym świecie w sportowych grach menedżerskich. Nagle okazało się, że brak konieczności prowadzenia drużyny w każdym meczu z ławki trenerskiej pozwala mi się skupić na innych, znacznie ciekawszych aspektach rozgrywki(jak np. rozwój zawodników, scouting etc.) i co ważniejsze – daje mi możliwości czasowe na ich skonsumowanie, bowiem jeden sezon na stanowisku General Managera to jakieś 2-4 godzinki; jeden sezon na stanowisku Head Coacha – co najmniej tydzień! Dlatego grać można właściwie w nieskończoność; co chwilę ulepszasz, przebudowujesz drużynę, obserwujesz, jak twoi wychowankowie rosną, a przecież za kilka godzin(kilka sezonów) na ich miejsce wskoczą już inni. Grając w tradycyjny sposób zdąży się człowiek znudzić zanim jakikolwiek wychowanek znajdzie się choćby w szerokiej kadrze.

Drugą kwestią wymagającą klaryfikacji jest sposób, w jaki przeniosłem ten model gry na Football Managera. O różnych wpadkach, dziwnych, nieprzewidzianych sytuacjach mogliście przeczytać powyżej; o podziale obowiązków między sztabem szkoleniowym a mną – również. Ale jak z czysto technicznego punktu widzenia sprawiłem, że mój asystent prowadził mecze, grając swoją taktyką, składem, mentalnością etc.? Bardzo prosto – korzystając przed każdym meczem z opcji urlopu w takiej konfiguracji.



A co z aspektem znajomości taktycznej? Przecież de facto nie wiesz, jakie role asystent przydziela danym zawodnikom; nie wiesz, czy gra bardziej płynnie, czy sztywno etc. Zwyczajnie się tym nie przejmowałem i w „taktyczne sloty” ładowałem po prostu domyślne wersje preferowanych taktyk danego menedżera(de facto asystenta). Jak widać – działało.

A co do oceny gry poszczególnych zawodników oraz całego zespołu – korzystałem głównie z pomeczowych raportów analityków, przeglądałem meczowe statystyki w panelu „analiza”, czasem obejrzałem jedną, czy dwie sytuacje z danego spotkania. Pomocny był również mój statystyczny „custom wiev”.

Czas wreszcie na właściwe podsumowanie tej rozgrywki, które zacznę od przedstawienia mini „raportu”, traktującego o sprawach, które w sposób jasny pozwolą ocenić wykonaną przez dyrektora sportowego pracę.

Bilans zysków i strat.

Faza pierwsza – gromadzenie środków(lata 2017-2027).
Przychód transferowy: 596,25 milionów €uro
Wydatki transferowe: 225,55 milionów €uro
Bilans: +370,7 milionów €uro
Najlepsze miejsce w lidze: 2 miejsce
Najgorsze miejsce w lidze: 6 miejsce
Średnie miejsce w lidze: 4 miejsce
Wygrane trofea: 1xPuchar Króla(2023/2024)

Faza druga – kładzenie fundamentów(lata 2027- 2030)
Przychód transferowy: 320,75 milionów €uro
Wydatki transferowe: 305 milionów €uro
Bilans: +15,75 milionów €uro
Najlepsze miejsce w lidze: 1 miejsce
Najgorsze miejsce w lidze: 1 miejsce
Średnie miejsce w lidze: 1 miejsce
Wygrane trofea: 3xLa Liga(27/28; 28/29; 29/30); 1xPuchar Króla(29/30); 1xSuperpuchar Hiszpanii(28/29)

Faza trzecia - dojrzewanie/dozgrywanie drużyny(lata 2030-2032).
Przychód transferowy: 223 milionów €uro
Wydatki transferowe: 622 miliony €uro
Bilans: -399 milionów €uro
Najlepsze miejsce w lidze: 1 miejsce
Najgorsze miejsce w lidze: 1 miejsce
Średnie miejsce w lidze: 1 miejsce
Wygrane trofea: 2xLa Liga(30/31; 31/32); 1xPuchar Króla(31/32)

Faza czwarta – delikatne poprawki i zbieranie plonów(lata 2032-?).
Przychód transferowy: 132 miliony €uro
Wydatki transferowe: 453 miliony €uro
Bilans: ?
Najlepsze miejsce w lidze: 1 miejsce
Najgorsze miejsce w lidze: 1 miejsce
Średnie miejsce w lidze: 1 miejsce
Wygrane trofea: 2xLa Liga(32/33; 33/34); 2xPuchar Króla(32/33; 33/34); 1xSuperpuchar Hiszpanii(33/34); 1xLiga Mistrzów(33/34)

Myślę, że uczciwie będzie się wstrzymać z oceną finansową za ostatni okres, jako że jest on nadal trwający, a druzyna ma przed sobą jeszcze kilka ładnych lat gry na najwyższym poziomie(i wcale nie mało graczy do potencjalnej sprzedaży). A zatem można powiedzieć, że w 15 lat wyciągnąłem Walencję z pozycji ligowego średniaka do miana absolutnego dominatora na krajowym podwórku oraz jednego z głównych pretendentów do wygrania Ligi Mistrzów niemal…. za darmo, bo tym de facto są te 12,5 miliona €uro ujemnego bilansu za trzy pierwsze fazy budowania drużyny.

Najdrożej sprzedani piłkarze:
1. Kevin Deschamps – 189 milionów €uro.
2. Phumlani Kanoso – 111 milionów €uro.
3. Suleyman Tekin – 93 milionów €uro.
 
Najbardziej dochodowi piłkarze:
1. Kevin Deschamps – 175,5 milionów €uro(189-13,5).
2. Phumlani Kanoso – 85,5 milionów €uro(111-25,5)
3. Alex Pinto – 78,25 milionów €uro(120-9,25-32,5)

Najdrożej kupieni piłkarze:
1. Rob Perry – 130 milionów €uro(lipiec 2030 roku)
2. Anders Svendsen – 130 milionów €uro(sierpień 2030 roku)
3. Fedele Quartuccio – 130 milionów €uro(lipiec 2033 roku).

Co ciekawe, gdyby jeszcze bardziej rozwinąć te listy Suleyman Tekin okazałby się jednym z najdroższych transferów In oraz out jednocześnie. A to nie jedyny przypadek powrotu do Walencji po latach; kolejnym jest chociażby Alex Pinto i jeszcze kilku nie wymienionych tutaj. Z kolei bliski powrotu był Phumlani Kanoso, który mógłby się stać najdroższym piłkarzem w naszej historii(ok. 160 „baniek”). Ktoś powie, że chyba jestem zbyt sentymentalny, skoro godziłem się na powroty sporej liczby zawodników, ale to nie byłaby do końca prawda. Ja po prostu miałem szczęście pracować ze znakomitymi scoutami(większość była w klubie od początku), dzięki którym przez naszą drużynę przewinęło się wielu graczy z najwyższej półki; graczy, którzy w danym momencie przerastali ten klub o dwie długości. Dlatego niektórzy ponownie byli niezbędni na Nuevo Mestalla.

Na sam koniec chciałbym uhonorować dwóch legendarnych wychowanków, bez których może i szybciej osiągnęlibyśmy sukces(swego czasu byli bardzo słono wyceniani), ale nie smakowałby on tak samo. Jose Gaya i Carlos Soler spędzili pod moimi skrzydłami odpowiednio 12 i 15 sezonów, w każdym(oprócz ostatniego) będąc absolutnie kluczowymi postaciami na swoich pozycjach(a grali na przeróżnych), a także w szatni(Soler – kapitan, Gaya – vice). Obaj wygrali wszystko na krajowym podwórku; obaj nigdy nie zagrali w innym klubie. Pomniki trwalsze niż ze spiżu.

Temat zamykam stwierdzeniem banalnym – to była absolutnie najwspanialsza przygoda, jaką kiedykolwiek przeżyłem w jakiejkolwiek grze wideo. Nic nie może się z nią równać; żadni giganci zbudowani na fundamentach VII ligowego, amatorskiego klubiku; żadne wdrapywanie się „journeymana” z kartofliskowych odmętów wprost na podium Mistrzostw Świata; żadne zwycięstwa w europejskich pucharach z polskimi drużynami. Po prostu nic. I polecam taką rozgrywkę absolutnie każdemu fanowi serii, bo dopiero z tylnego fotela można prawdziwie docenić piękno świata gry, jaką jest Football Manager.

Co się zobaczyło, to już się nie odrobaczy. Amen.

 

Moje wakacyjne romanse z innymi klubami skończyły się niemal w stylu komediowym. Smaczna kolacja, gadka szmatka, trochę alkoholu, potem przydługawa gra wstępna, i gdy już wszystko zmierzało do obranego celu, nagle nie było nawet...

Pozostałe

Taktyczny SHOT #127.01.2016 00:40, @tts0

Dziś słów kilka o ustawieniu bocznych obrońców. Często słyszy się, że w FMie boczni defensorzy są źle "napisani", przez co pada tak dużo bramek po dośrodkowaniach, których nie potrafili zablokować, lub po podaniach do...

Dobra, jakoś się przemogłem i dograłem sezon do końca; oczywiście awans poszedł, a mogliśmy go świętować na 2 mecze przed końcem, choć gdyby nie ogrom zmarnowanych sytuacji... a z resztą... pies to jebał. Nie będę Was już...

Gdy piłkarze rozjeżdżają się na urlopy mając wszystko w dupie, dla prawdziwego menedżera rozpoczyna się najgorętszy okres w roku; i nie mówię tutaj o grzaniu tyłka na plaży, lecz o mozolnym składaniu do kupy klubowej kadry. Jeśli...

Oriental to klub jakich w Portugalii setki, o ile nie - tysiące; prowincjonalny, zubożały, niewzbudzający zainteresowania nawet u rodzin i znajomych ludzi z nim związanych. No, i jak to się już na południu utarło po wiekach...

Pewnie powtórzę się po raz n-ty, ale muszę to powiedzieć - "Wyspiarz" z FM 2014 był zdecydowanie najlepszą standardową karierą, jaką kiedykolwiek rozegrałem; a mówiąc standardową, mam na myśli taką, w której nie ogląda...

Kariera

Stajnia Augiasza #1006.01.2016 16:24, @tts0

"Co rano - to samo." A raczej, co jesień - to samo; bo trzeci rok z rzędu rozpoczęliśmy sezon w kompletnie innym zestawieniu, a przecież próżno szukać większych zmian na wyjściu, gdy nie zmieniają się dane...
Kariera

Stajnia Augiasza #905.01.2016 17:05, @tts0

Na początek jeszcze małe pierdnięcie odnośnie jakże owocnej minionej kampanii.  Truizmem byłoby mówić, że Lechia nowymi zawodnikami stoi. To każdy widzi. Oddajmy jednak Cesarzowi, co cesarskie, bo zaraz ta wspaniała drużyna...
Kariera

Stajnia Augiasza #804.01.2016 01:01, @tts0

Rundę finałową rozpoczęliśmy od domowego pojedynku z Legią; Legią, która na wiosnę wygrała tylko 3 mecze, przegrała zaś 6. Legią prowadzoną przez ex-Lechitę, Mariusza Rumaka(no honour among thieves), robiącego to, na czym zna się...
Kariera

Stajnia Augiasza #702.01.2016 20:25, @tts0

No, i wyszło średnio... Nowi gracze wkomponowali się jednak bardzo dobrze, stanowiąc z miejsca o sile zespołu(jeżeli można tak powiedzieć), co oznaczało jedno - potrzebowaliśmy więcej nowych graczy. Tym razem nie było...
Kariera

Stajnia Augiasza #601.01.2016 22:51, @tts0

Choć ciężko zniosłem zeszłosezonową klęskę, postanowiłem, że nie pójdę w ślady mitycznego Heraklesa i nie pozwolę by nurt - tym razem mojego bezkresnego wkurwienia - wymiótł to całe gówno z Augiaszowej stajni, jaką wciąż...
Kariera

Stajnia Augiasza #501.01.2016 14:41, @tts0

Zaraz po zakończeniu rundy zasadniczej zarząd, widocznie ukontentowany zachowaniem szans na Majstra mimo buntu w szatni, zaproponował mi przedłużenie kontraktu na kolejny rok. Czując na plecach jeszcze świeży(w przenośni) oddech...
Kariera

Stajnia Augiasza #429.12.2015 13:59, @tts0

Wydanie z nawiązką całego budżetu transferowego na jednego zawodnika wielu nazwie ryzykownym; jeszcze więcej osób - zwykłym idiotyzmem, szczególnie w takim klubie jak Lechia. I cóż... niestety, nie wypada mi się nie zgodzić, bo...
Kariera

Stajnia Augiasza #328.12.2015 19:14, @tts0

No i przyszło do transferów. Pierdolony scouting progresywny, o który sam przez wiele lat prosiłem się na forum SI, potrafi dać nieźle w dupę, szczególnie gdy nasi szperacze nie wystają nawet ponad "dziesiątkę", a...

Strona

Reklama

Reklama

Zobacz także

FM REVOLUTION - OFICJALNA STRONA SERII FOOTBALL MANAGER W POLSCE
Największa polska społeczność Ponad 70 tysięcy zarejestrowanych użytkowników nie może się mylić!
Polska Liga Update Plik dodający do Football Managera opcję gry w niższych ligach polskich!
FM Revolution Cut-Out Megapack Największy, w pełni dostępny zestaw zdjęć piłkarzy do Football Managera.
Aktualizacje i dodatki Uaktualnienia, nowe grywalne kraje i inne nowości ze światowej sceny.
Talenty do Football Managera Znajdziesz u nas setki nazwisk wonderkidów. Sprawdź je wszystkie!
Polska baza danych - dyskusja Masz uwagi do jakości wykonania Ekstraklasy lub 1. ligi? Napisz tutaj!
Copyright © 2002-2019 by FM Revolution
[x]Informujemy, że ta strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z polityką plików cookies. W każdym czasie możesz określić w swojej przeglądarce warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies.